Masz IQ > 150, to pogadamy.
Nie no, żart.
Pogadam o wszystkim bez względu na płeć, orientację, kolor Twojej skóry, Twoje poglądy, wiek czy muzykę której słuchasz. Mimo to zwracam uwagę na pewien poziom.
Jeśli dotarłaś lub dotarłeś do tego miejsca, to należy się Tobie litr mleka i udo mewy. 
"Odrzuć wszelkie lęki niewolniczych i służalczych przesądów, które słabsze
umysły utrzymują na klęczkach. Osadź rozum mocno na jego siedzisku i
pod jego osąd oddawaj każdy fakt, każdą opinię. Śmiało kwestionuj nawet
istnienie Boga, albowiem, jeśli jakikolwiek Bóg istnieje, bardziej cenić
sobie musi hołd rozumu niż ślepego lęku." /Jefferson
Cenię u innych:
- bystrość
- otwartość
- odwagę
- niesztampowość
- dokładność
- optymizm
- inteligencję
- dobry dowcip
- zaradność
- śmiałość
- błyskotliwość
- cwany pomysł
- rozsądek
- żywiołowość
- naturalność
- wyobraźnię
- zdecydowanie
...bo tylko martwi milczą...
K
R
Z
Y
C
Z
Lubię ludzi przyjaznych, o w miarę miłym usposobieniu, którzy nie używają głowy w tym samym celu, co łokci. Poza tym, jak głosi tytuł pewnego filmu, nie dajmy się zwariować.
Mam uczulenie na analfabetyzm. Po prostu kicham, puchnę i duszę się, gdy ktoś wylewa mi na papier/stronę swoje myśli w formie, jakiej nie jest w stanie ogarnąć nawet najlepszy translator bełkoto-polski. Zatem bądź choćby trochę litościwy(-a) w tej kwestii.
A propo udek, mew, mleka, sera i innych, wymienionych gdzieś na górze, dobroci - nie ma nic za darmo, samo czytanie jeszcze nikomu bogactwa nie przysporzyło, oprócz ewentualnego niewyspania. 
"Gdzie jest Bóg...?"
Pewnego wieczoru Bóg zjawił się w moich skromnych czterech kątach niezapowiedziany. Była sobota, mnóstwo czasu. Zaparzyłem bezkofeinową i usiedliśmy jak zawsze przy kominku. Spodziewałem się kolejnej porcji jego opowieści, którymi raczy mnie już od roku z okładem. Jest bardzo rozmowny, wręcz wylewny. Ja z kolei uwielbiam zatracać się w światach, które przede mną roztacza. Po kilku łykach gorącego napoju rozpoczął dość intrygująco.
- Przyjacielu, podaj mi Biblię, proszę.
Biblia stała w honorowym miejscu mojej domowej biblioteczki, na którą przeznaczyłem oddzielne pomieszczenie.
- Tak, tak... - wymamrotał w zadumie Bóg, gdy wracałem już z opasłym tomem. - Ileż to już lat minęło...
- Prawie dwa tysiąclecia. - odparłem bez głębszego zastanowienia.
- Cóż, przyjacielu. Tak naprawdę historia tej księgi jest nieco inna, niż się Tobie wydaje. Inna, niż wydaje się wszystkim moim drogim dziatkom.
- Nie rozumiem... - wybąkałem, gdyż rzeczywiście w tej chwili nie wiedziałem zupełnie, do czego zmierza mój życzliwy gość.
- Opowiem Ci. Powinienem wcześniej to zrobić, ale wiesz dobrze, ile mam na głowie. - skonstatował pośpiesznie. - Właśnie w tej sprawie dziś do Ciebie przywiodły mnie wspomnienia. Usiądź wygodnie. - dodał, wskazując ręką fotel.
Usiadłem nieco sztywno. Moje zainteresowanie malowało się na twarzy, niczym węgiel na śniegu, gdyż Bóg uśmiechnął się znacząco unosząc prawą brew.
- Dawno temu obserwowałem ludzi, którzy tworzyli znaki, aby komunikować się między sobą. - rzekł Bóg. - Języki na długo wcześniej wymyślili. Mnie jednak zafascynowało pismo, za pomocą którego zaczęli przekazywać z pokolenia na pokolenie swoje historie. Jedne bardziej, inne mniej autentyczne. Zafascynowało do tego stopnia, że postanowiłem użyć jednego z podejrzanych wówczas zbiorów znaków do napisania własnej historyjki, w której byłbym postacią główną. Rozumiesz, taka pierwsza powieść fantastyczna w ziemskim świecie. - zaśmiał się rubasznie.
Skinąłem głową na potwierdzenie, choć myśli w głowie już rozpoczęły wielką gonitwę.
- Pisałem i pisałem. Wciągnąłem się w nowe dzieło z zapałem i opisywałem wszystko, co tylko przyszło mi na myśl. Było tam wiele z tego, co możesz przeczytać dzisiaj. - pomachał do mnie Biblią. - Ale nie wszystko. Swą pracę ukończyłem na długo przed tym, zanim pewien człowiek o imieniu Jezus otrzymał ode mnie natchnienie. Ludzie już prawie zapomnieli, że w ogóle istnieję, zatem rolę odświeżenia pamięci poleciłem jednemu z mych umiłowanych dzieci. Po jego śmierci musiałem zesłać gotową powieść. Do tego celu wyznaczyłem kilkoro z nich. Przekaz był utrudniony. Wówczas nie mogłem jeszcze materializować się tak, jak robię to teraz.
Zamyślił się i upił kilka łyków kawy, po czym kontynuował.
- Moje dziateczki przez kilka pokoleń przekazywały powieść z rąk do rąk, aż przyszedł moment, w którym fikcja zatarła się z prawdą. Ludzie zapomnieli, że jest to tylko zbiór historii powstałych w ojcowskiej wyobraźni.
Siedziałem wyprostowany w fotelu z sowimi oczami wybałuszonymi ze zdumienia. - Nie, to nie może być prawda...! - biłem się z własnymi myślami. Mój przyjaciel miał nieobecny wzrok. - Czy... czy to oznacza, że... - z trudem wykrztusiłem.
- Tak, mój drogi. - odparł przeciągle po dwóch długich sekundach.
Dopiero teraz wyczułem w jego spojrzeniu trudny do opisania ból. Zrozumiałem, że on też, tak jak boskie stworzenie, nie jest doskonały; że to nas ludzi jednoczy z nim - ojcem. W końcu zrodził nas na własne podobieństwo. Jakże mogłem się tego nie domyślić wcześniej...
c.d.m.n.
Rzadko odzywam się pierwszy, więc najpewniej do Ciebie należy zrobienie pierwszego kroku...
Ale oczywiście pozytywnie.......
Ja w Polsce spędzam ten weekend jak i poprzedni
Pozdrawiam